Opis bitwy podaje Krakowski za Janem Długoszem, stwierdzając także, że liczba poległych w bitwie chrześcijan sięgnęła prawie 100% pierwotnej liczebności oddziału, tj. 10 tys. poległych rycerzy i chłopów. Jako potwierdzenie tego przypuszczenia podaje list dominikanów niemieckich do konwentów na zachodzie, wymieniający właśnie taką liczbę zabitych.
Stosunkowo najmniej kontrowersji budzi data wydarzenia. Choć w źródłach możemy znaleźć dwie różne daty, tj. 8 i 9 kwietnia, to na korzyść tej drugiej rozstrzyga wiarygodny Liber mortuorum klasztoru św. Wincentego we Wrocławiu, Kronika śląsko-polska, Rocznik lubiąski oraz Księga henrykowska, która mówi: Zgon tego księcia pana (tj. Henryka II Pobożnego). Ten mianowicie książę pan padł w bitwie, zabity przez pogan za lud swój w 1241 roku dnia 9 kwietnia. O tym, że ta wzmianka całkowicie zasługuje na wiarę, świadczy informacja następująca: Ut pro duce Henrico a poganis interfecto assidue oretur. Pro domino autem duce Henrico a poganis interfecto, tamquam pro vero fundatore huius claustri, in aniversariis ceterrisque orationibus et exequiis memoria perpetua sollempniter agatur.
Wydawało się, że o bitwie legnickiej wiadomo właściwie wszystko, gdyż dziejopisarz XV wieku, Jan Długosz, pozostawił obszerną i szczegółową relację, nie potwierdzoną niestety przez źródła współczesne wydarzeniom.
Na poglądach Gerarda Labudy i wiarygodności Długosza oparli swoje prace również Tomasz Jasiński, Piotr Rabiej, Benedykt Zientara, Zygmunt Boras, Henryk Kotarski, Tadeusz Nowak, Jan Wimmer oraz Jerzy Rajman.
Bitwa pod Legnicą – bitwa, która rozegrała się 9 kwietnia 1241 między rycerstwem dolno- i górnośląskim, mało- i wielkopolskim, w liczbie ok. 6 tysięcy wojowników oraz posiłkami cudzoziemskimi, w tym morawskimi i niemieckimi (głównie rycerstwo trzech zakonów: templariuszy, joannitów i krzyżaków) w liczbie ok. 2 tysięcy zbrojnych, a Mongołami (Tatarami, zwanymi Thartari – "z piekła rodem"), w liczbie ok. 8 tysięcy wojowników.
Inaczej zabrał się do interpretacji przekazów źródeł Stefan Krakowski, który jednak również uznał relację Długosza za prawdziwą. Za główne źródło Długosza uznał nieokreślony zaginiony latopis ruski, jednak domysłu swego bliżej nie uzasadnił.
Długosz informuje, że miała ona miejsce na Dobrym Polu. Z innych źródeł niewiele można się dowiedzieć, np. z Rocznika kapituły poznańskiej i Kroniki wielkopolskiej, które ogólnie mówią: in campo castri de Legnicz. O wiele więcej wynika dopiero z XIV-wiecznych źródeł śląskich. I tak w Nagrobkach książąt śląskich napisano, że Henryk zginął: a Tartaris in bello Wolstat prope Legnitz. Prawie identycznie informuje Rocznik cystersów henrykowskich – in bello prope Lignitz in loco, qui vocatur Walstat. Z kolei Rocznik wrocławski większy pisze, że śmierć Henryka nastąpiła a Tartaris circa Legnicz in Walstat. Walstat jako miejsce śmierci Henryka wskazują również: Kronika książąt polskich, XV-wieczny Rocznik lubiąski i wreszcie pochodząca z tego samego czasu przeróbka legendy o świętej Jadwidze.
W 1983 ukazała się w Poznaniu długo oczekiwana książka, którą zapowiadał od 24 lat. W swojej nowej pracy Labuda ukazał próbę rekonstrukcji zaginionego RKD, jednak wyników tej pracy nie da się ocenić jednoznacznie, gdyż nie ma pewności, co się w nim znajdowało (zakładając że RKD istniał).
Większy problem sprawia ustalenie miejsca bitwy.
Rocznik kapituły gnieźnieńskiej, zredagowany jeszcze w pierwszej połowie XIII wieku, mówi tylko Quibus (Tartharis) dux Henricus... cum omni sua potencia occurit in campo castri de Legnitz. Qui Henricus ab ipsis Tartharis, multis millibus hominum perditis, ipse interfectus.
Pierwszym, który się zajął analizą tego tekstu, był Aleksander Semkowicz; zawarł on w swojej książce listę zastrzeżeń względem pracy kronikarza i jego warsztatu naukowego.
Ciało poległego księcia odnaleziono dzięki wskazówce Anny Czeskiej, żony Henryka (chodziło o pewien szczegół anatomiczny: Henryk Pobożny posiadał bowiem u lewej stopy sześć palców, co zostało potwierdzone podczas otwarcia grobowca w 1832 roku); zostało pochowane w klasztorze franciszkańskim we Wrocławiu.
Pierwszą metodyczną analizę przekazu Długosza, mającą udowodnić wiarygodność zawartych tam informacji, przedstawił Gerard Labuda.
Co do składu armii polskiej w zasadzie można zgodzić się za Długoszem, że pod wodzą Henryka II Pobożnego stanęły przede wszystkim wojska z Dolnego Śląska oraz z Wielkopolski, z ziemi krakowskiej pod dowództwem Sulisława, brata poległego w bitwie pod Chmielnikiem wojewody krakowskiego Włodzimierza, a także rycerstwo z księstwa opolsko-raciborskiego Mieszka II Otyłego. Raczej pewny jest udział krzyżowców, co najmniej templariuszy, a najprawdopodobniej i joannitów. Poważne wątpliwości budzi natomiast udział Krzyżaków, gdyż Długosz informując o śmierci wielkiego mistrza Poppona von Osterna na polu walki całkowicie mija się z prawdą, a poza kanonikiem krakowskim taką samą informację otrzymujemy tylko w Roczniku wrocławskim dawnym. Powód tego stanu rzeczy wydaje się oczywisty – obrońców wiary katolickiej, Krzyżaków, po prostu nie mogło zabraknąć w bitwie z pogańskimi Tatarami, gdzie "ważyły się" losy chrześcijańskiego świata. Krzyżacy zostali sprowadzeni na Śląsk przez Henryka I Brodatego w 1222 r., podczas gdy templariusze w 1226 r.
Wobec konieczności rezygnacji z relacji Długosza wiadomo jednak o wiele więcej, niż z początku mogłoby się wydawać.
Całkiem poprawnie przyjął Gerard Labuda liczbę wojsk tatarskich na około 10 tysięcy i założenie, że oddziały polskie musiały być mniej liczne, choć przewaga Tatarów nie była przytłaczająca. Straty wojsk polskich ocenia na 2 tysiące, a tatarskich na niewielkie, skoro Wacław I Czeski mimo przechwałek nie ważył się ich zaatakować, gdy szli w kierunku Węgier.
Problem sprowadza się do tego, czy podawane przez źródła: Wolstat/Walstat/Walstadt można identyfikować z Długoszowym Dobrym Polem i gdzie lokalizować ten obszar w terenie.
Mongołowie – ok. 8000 konnych jeźdźców, z tego większość lekko uzbrojonych łuczników, pozostała mniejszość to ciężko (w sensie koczowniczej tradycji wojskowej) uzbrojeni jeźdźcy wykorzystywani jako odwód używany w decydującej fazie bitwy do walki w bezpośrednim kontakcie.
Wacław Korta zgadza się z wywodami Gerarda Labudy, uznając relację Długosza za w pełni wiarygodną. Dlatego właśnie za Długoszem relacjonuje bitwę, informując również, że Historia Tartatorum jakoby wzajemnie się z kanonikiem krakowskim uzupełniała. Wacław Korta zdecydował się również podjąć próbę zidentyfikowania owego tajemniczego wodza spod Sandomierza, którego ma za naczelnika plemienia Mokszan, odłamu Mordwinów znad Mokszy, dopływu Oki.
Według autora przyczyną klęski chrześcijan były większe możliwości manewrowe armii Bajdara oraz brak wsparcia posiłkami pod wodzą władcy Czech Wacława I.
Dopiero odnalezienie Historii Tartatorum C. de Brigia pozwoliło prawidłowo ocenić przebieg bitwy, choć relacja nie jest zbyt szczegółowa, lecz jako źródło oparte na relacji uczestników kampanii ze strony tatarskiej zasługuje na zaufanie – Tunc ducem Henricum capientes Tartari et totaliter spoliantes, coram duce mortuo, qui in Sudomia occisus fuerat, flectere genua preceperunt. Sique caput eius velut ovi(s), per Moraviam et Hungariam ad Bati detulerunt et inter cetera capita cadaverum post modum proiecerunt. Jak mówi również Długosz, książę – widząc klęskę swoich wojsk – miał powiedzieć Gorze nam się stało!.
Z Rocznika kapituły krakowskiej dowiadujemy się, że: Tandem (Tartari) Zlesiam ingressi et cum duce Henrico et suo exercitu congressi, ipsum ducem et de exercitu ipsius neci plurimos addiderunt (...) ad propria (...) redierunt, a więc właściwie tylko, że Henryk zginął.
Oczywiście Gerard Labuda, w odróżnieniu od Krakowskiego i Zatorskiego, zauważa cały wachlarz usterek Jana Długosza, m.in. podwójne datowanie bitwy na 8 i 9 kwietnia 1241 roku. Labuda koryguje też miejsce bitwy na okolice wsi Koskowice i uznaje informację Długosza o śmierci na polu bitwy wielkiego mistrza zakonu krzyżackiego – Poppona von Osterny, za nieprawdziwą.
Są to m.in.
Po stronie polskiej było mniej zbrojnych, prawdopodobnie 6–7 tysięcy. Jest to kwestia dyskusyjna – J. Maroń uważa, że Henryk nie był w stanie zmobilizować więcej niż 1-2 tysiące zbrojnych. Przewaga Mongołów byłaby więc rzeczywiście przytłaczająca.
W I ks. Księgi henrykowskiej (ok. 1273) czytamy: "w ucieczce przed poganami został zgubiony" [in fuga paganorum est perditum] (Księga henrykowska, Wrocław 1991, cap. 90; co sugeruje, że książę wycofywał się już z pola bitwy – jest to zgodne z opisem Długoszowym).
Wojska chrześcijańskie poniosły klęskę - zginęli dowodzący nimi książę śląski, krakowski i wielkopolski Henryk II Pobożny oraz dwaj dowódcy hufców: cudzoziemskiego Bolesław Dypoldowic i małopolskiego Sulisław.
Stosunkowo najdokładniejszą relację składają Annales silesiaci compilati, w których napisano: Postea autem, furia secunda post octavam Pasce V Idus Aprilis Tartari in Legnicz proficiscuntur, quibus dux Henricus, filius sancte Hedwigis, cum magno exercitu occurrit. Ibique inito et habito gravissimo bello, Polonis et cruciferibus pugnantibus ducis exercitus terga, vertit in fugam, quem pogani, victis omnibus insecuntur et ipsum ducem in campo comprehendunt et occidunt. Zupełnie nową informacją jest tutaj tylko udział krzyżowców, oraz ucieczka polskiej armii.
Do przeciwników Labudy, a zwolenników Matuszewskiego, można zaliczyć Jerzego Maronia oraz Marka Cetwińskiego.
Gerard Labuda nie zgadza się również z Matuszewskim w kwestii wzajemnej korelacji Historii Tartatorum i Długosza: Matuszewski twierdzi, że oba źródła zgadzają się tylko w zakresie klęski Polaków, śmierci Henryka i ucieczki wojsk polskich z pola bitwy w momencie, gdy sami Tatarzy zaczęli już myśleć o ucieczce – et dum... tupere vdoluissent, podczas gdy Labuda próbuje pogodzić obie relacje, twierdząc, że uciekający rycerze widzieli tylko osuwającego się z konia Henryka, a nie moment jego śmierci.
Wydawało by się, że po tak dogłębnej krytyce Matuszewskiego i innych przeciwników RKD Labuda zrewiduje swoje poglądy, tak się jednak nie stało.
Oczywiście trudne i metodycznie niepoprawne jest udowadnianie wiarygodności Długosza – Janem Długoszem, dlatego też profesor uniwersytetu poznańskiego zwraca uwagę na niewykorzystaną dotychczas przez historyków relację Carla Gromanna z Tworkowa pod Raciborzem, który korzystał ponoć około 1810 roku z owego RKD Labudy i wykorzystał to przy pisaniu dziejów swojego rodzinnego miasta – Raciborza. Problem jednak w tym, że Gerard Labuda nie dotarł do oryginału pracy Gromanna, a korzystał tylko ze streszczenia zamieszczonego u niemieckiego historyka Weltzla. Tak więc dalsze hipotezy Labuda tworzy nieco na wyrost.
Należy natomiast zgodzić się z profesorem, wbrew Józefowi Matuszewskiemu, że Henryk niekoniecznie zginął zawleczony przez Tatarów pod Sandomierz, co nie wynika zresztą z relacji Historia Tartarorum, równie dobrze bowiem mogło to mieć miejsce w obozie Ordu pod Legnicą.
"Była tam w ich (mongolskim) wojsku między innymi chorągwiami jedna ogromnej wielkości. (...) na wierzchołku jej drzewca tkwiła postać głowy wielce szpetnej i potwornej z brodą, kiedy więc Tatarzy o jedną staję w tył się byli cofnęli i zabierali do ucieczki, chorąży niosący ów proporzec począł tą głową z całej siły machać, a natychmiast buchnęła z niej jakaś para gęsta, dym i wiew tak smrodliwy, że za rozejściem się między wojskami tej zabójczej woni Polacy mdlejący i ledwo żywi ustali na siłach i niezdolnymi się stali do walki".W 1991 Sławomir Szulc wystąpił na podstawie tego fragmentu z hipotezą o wykorzystaniu przez Mongołów broni chemicznej. Józef Włodarski także uważa, że to pod Legnicą, a nie osiem wieków później, pod Ypres, użyto po raz pierwszy broni chemicznej. Możliwość posiadania takiej broni przez Mongołów nie jest zaskakująca, gdyż odpowiednią technologią dysponowali wówczas Chińczycy. Mongołowie zaś zetknęli się z chińską techniką wojenną już wcześniej – Czyngis-chan przejął m.in. chińskie metody walki oblężniczej. W dodatku Chińczycy byli dla ówczesnych Polaków nieodróżnialni od Mongołów, mogli więc ich nawet wspomagać, nie dając się rozpoznać.
Na pierwszą część pytania trzeba odpowiedzieć pozytywnie: Dobre Pole jest po prostu tłumaczeniem niemieckiej nazwy. Co do drugiej części sprawa wygląda w ten sposób, że zachowane dzięki tradycji, a istniejące do dziś Legnickie Pole, nie ma ze średniowieczną miejscowością Wolstat nic wspólnego. Obie tradycje można jednak połączyć ze sobą w prosty sposób – spostrzeżeniem, że w toku walki miejsce bitwy mogło się przenieść i Wolstat mogło być punktem, w którym bitwa się rozpoczęła, Legnickie Pole zaś tym, w którym zginął Henryk II.
Odrzucając przekaz Długosza, praktycznie niemożliwe jest zrekonstruowanie przebiegu bitwy, inne źródła przekazują bowiem informacje w sposób niezwykle lakoniczny.
Mimo odrzucenia przekazu Gromanna nie możemy jednak całkowicie wykluczyć istnienia RKD, zwłaszcza że jego ślady mogły się zachować według Gerarda Labudy w Żywotach św. Stanisława, Kronice wielkopolskiej i Annales Silesiaci Compilati. Problem jednak w tym, że dwoma pierwszymi źródłami w swojej pracy autor się nie zajmuje. Pozostają więc Annales, w których faktycznie można stwierdzić wiele podobieństwa do przekazu Długosza. Nie wiadomo jednak, kiedy tak naprawdę powstało to źródło i czyjego jest autorstwa, co znacznie uniemożliwia ustalenie wzajemnej korelacji obu dzieł. Według profesora uniwersytetu w Poznaniu zależność Annales i Długosza od wspólnego źródła jest taka, że Długosz wiernie przepisuje pierwotne źródło, Annales zaś je skracają.
To co wiemy na pewno o Legnicy bez Długosza, możemy przedstawić w formie podpunktów:
Stefan Krakowski przyjmuje, że podstawowym powodem rozegrania bitwy tak daleko na zachód była przyjęta strategia wyczerpania wojsk tatarskich długim, kilkusetkilometrowym marszem we wrogim terenie, w ciężkich warunkach wczesnej wiosny. Na polach pod Legnicą 9 kwietnia 1241 spotkać się miało 20 tysięcy Tatarów z 10-tysięczną armią Henryka II Pobożnego.
Późniejsza historiografia jest w sumie następstwem sądów jednego z tych dwóch autorów. Część historyków, nie chcąc wyraźnie opowiedzieć się po żadnej ze stron, przytacza obie wersje nie określając, którą z nich uważa za bardziej prawdopodobną.
Z tych też powodów opis bohaterskiej śmierci Henryka II przekazany przez Jana Długosza – Kiedy podniósłszy prawą rękę chciał ugodzić Tatara, który mu zagrodził drogę, drugi Tatar przebił go dzidą pod ramię. (Książę) zwiesiwszy ramię, zsunął się z konia ugodzony śmiertelnie. Tatarzy wśród głośnych okrzyków i chaotycznej, nieprawdopodobnej wrzawy ujmują go i wyciągnąwszy poza teren walki na odległość dwóch miotów z kuszy, mieczem obcinają głowę, zerwawszy odznaki, pozostawiają nagie ciało, musimy zamienić na nie kłócące się w zasadzie z nim w tym fragmencie świadectwo Historii Tartatorum – Tatarzy schwytawszy księcia Henryka i całkowicie go złupiwszy rozkazali mu uklęknąć przed zmarłym, księciem, który został zabity w Sandomierzu. I tak głowę jak owcy zanieśli przez Morawy na Węgry do Batu, a następnie rzucili między inne głowy trupów.
Inne polskie źródła w zasadzie pozostają przy tych informacjach, nie wnosząc niczego nowego.
Punktem wyjścia do śmiałej hipotezy było uznanie pomysłu Semkowicza, że Jan Długosz korzystał z jakiegoś zaginionego rocznika czy też kroniki czasowo bliskiej wydarzeniom z 1241 roku, a powstałej na pewno przed 1250 rokiem. Gerard Labuda zdecydował się podać również rodzaj tego zaginionego źródła: miał to być rocznik bądź – kronika powstała w środowisku dominikańskim w Raciborzu albo Krakowie. Labuda wskazuje też na ewentualnego autora lub przynajmniej informatora twórcy dzieła – Jana Iwanowica, bohatera spod Legnicy, który po cudownym ocaleniu miał wstąpić do klasztoru dominikanów. Najobszerniejsze ślady tego zaginionego źródła zachować miał Jan Długosz, jednak pozostałości RKD występują również w innych źródłach, zwłaszcza w Annales Silesiaci compilari.
W opisie bitwy u Długosza zawarty jest następujący fragment:
Nie przesądza to jednak, że źródło Gromanna mogło być niezależne od Długosza i że obaj autorzy korzystali z RKD, by wypisać z niego interesujące ich wiadomości. Ale i ten domysł nie był trafny, gdyż Gromann, jak to wykazał Matuszewski, korzystał ze śląskiego historyka Thebesiusa, ten z Miechowity, ta zaś kronika jest swoistą kontynuacją Długosza.
Jeszcze innym problemem jest to, że informacje rzekomego RKD nie odbiły się w ogóle na całym szeregu pozostałych źródeł, dziwne więc, że obficie korzystał z tej kopalni wiedzy dopiero XV–wieczny Jan Długosz, nie mówiąc już o możliwościach dotarcia do tych informacji XIX-wiecznego księdza z Tworkowa.
Skład wojsk europejskich (armię podzielono najprawdopodobniej na cztery hufce, ustawione w szyku liniowym lub cztery hufce z oddziałem odwodowym):
Szczególnie wyraźne to jest od momentu, kiedy Józefowi Matuszewskiemu udało się w końcu po żmudnych poszukiwaniach dotrzeć do oryginału Gromanna i skonfrontować to dziełko ze streszczeniem Weltzla. Okazało się, że nieznajomość Gromanna i przypisywanie mu rzeczy, których nie zrobił, jest u Gerarda Labudy nagminne.
Pewną trudność sprawia również określenie dowódcy wojsk mongolskich. Oczywiście błędna jest informacja kroniki wielkopolskiej, że dowództwo nad wojskiem pustoszącym Polskę sprawował bezpośrednio Batu-chan, który był wtedy na Węgrzech i 11 kwietnia 1241 brał udział w bitwie na równinie Mohi. Mało prawdopodobny jest też udział Długoszowego Kajdana (Kajdu), który w 1241 roku był co najwyżej kilkunastoletnim dzieckiem. Zostaje więc Ordu – brat Batu–chana i być może Bajdar. W początkowej fazie kampanii możemy jeszcze dodać tajemniczego dowódcę poległego pod Sandomierzem, identyfikowanego przez część historyków z wodzem plemienia Mokszan, o czym informuje Historia Tartatorum C. de Bridia.
Wskutek najazdu mongolskiego z 1241 roku państwo Henryków śląskich rozpadło się; działania zjednoczeniowe zostały na kilkadziesiąt lat zahamowane.
Gerard Labuda ograniczył swoją polemikę z Matuszewskim tylko do kilku w sumie ogólnych problemów. Podtrzymuje również teorię o Janie Iwanowicu, jako głównym informatorze RKD, z czym nie zgadza się Matuszewski, uważając Jana (czy też Iwana) Iwanowica za postać fikcyjną, wymyśloną przez Długosza.
Liczebność wojsk tatarskich podczas wyprawy na Polskę ustaliła ostatecznie informacja Historii Tartatorum, która w cap. 27 mówi: Ex tunc postea processit (tj. Butu-chan – przyp. własny) contra Poloniam et Hungariam divisoque exercitu in metis terrarum cum fratre suo Ordu, missit contra Poloniam decem milia pugnatorum. Oczywiście pod Legnicą z tych 10 tysięcy trzeba odliczyć straty tatarskie na terenie Małopolski. Tak więc liczebność ich nie przekraczała z pewnością 7–8 tysięcy.