Według tej koncepcji Hitler w oficjalnym przemówieniu podał błędną godzinę ataku.
Zazwyczaj przyjmuje się, że nalot na Wieluń rozpoczął II wojnę światową, jako pierwszy chronologicznie akt agresji Niemiec wobec Polski, nie ma jednak w tej sprawie jednomyślności.
Dietrich Lehmann, obserwator rozpoznawczego dorniera, II/StG/77 (wylot 4:40):
O godzinie 4:50 rozpoznawczy dornier Do 17P wystartował z niemieckiego lotniska celem rozpoznania miasta Wieluń i okolic; z powodu mgły załoga nie odnalazła miasta. O 5:02 następny Do 17P wystartował w tym samym celu, jednak i ten samolot prawdopodobnie nie odnalazł Wielunia.
Przyjmuje się, że ze względu na ucieczkę ludności cywilnej z miasta nigdy nie uda się ustalić rzeczywistej liczny ofiar.
Miasto zostało zniszczone w ok. 70-75% – z zabudowy rynku ocalało jedynie kolegium pijarów. Uszkodzony został m.in. trzynastowieczny kościół św. Michała, który Niemcy rozebrali w 1941 r. (jego odkryte fundamenty można obejrzeć w centrum miasta) oraz szpital Wszystkich Świętych z 1840 roku. Wieluń należał do grupy miast, które poniosły największe straty podczas II wojny światowej[].
Emmerling stoi na stanowisku, że Luftwaffe starała się być możliwie humanitarna i działać w zgodzie z konwencją haską; obawiano się bowiem odwetowych bombardowań niemieckich miast; jako dowód podaje m.in. ostrożne i celowane – jego zdaniem – naloty na Warszawę.
I/StG 7733 Ju87B wraz z Do 17 wystartowały o 4:50, ale tylko 22 zrzuciły bomby na miasto. Jeden stukas został uszkodzony odłamkami zrzuconej przez siebie bomby, natomiast dwa zostały uszkodzone ogniem z ziemi. Oba ostrzelane samoloty wylądowały awaryjnie - jeden w Opolu (uszkodzona chłodnica), drugi blisko Dobrodzienia (uszkodzony zbiornik oleju). Inne źródło - krytycznie nastawione co do sensu nalotu - podaje jedno awaryjne lądowanie niemieckiej maszyny spowodowane awarią techniczną pompy paliwowej.
Za bronione miasta uznawano takie, w których znajdowały się oddziały piechoty, artylerii, baterie przeciwlotnicze oraz sztaby wojskowe, nawet jeśli nie uczestniczyły one bezpośrednio w działaniach wojennych. Emmerling stoi na stanowisku, że nalot nie był zbrodnią wojenną, ponieważ w Wieluniu znajdował się sztab 28 Dywizji Piechoty. Ponadto podczas bombardowania 3 stukasy zostały uszkodzone ogniem z ziemi (w tym 2 bronią niskokalibrową o krótkim zasięgu) co jego zdaniem podważa tezę o braku jednostek piechoty w samym mieście.
Inny niemiecki historyk lotnictwa, Bekker, także uważa że Luftwaffe w Polsce nigdy nie dokonała ataku terrorystycznego.
Również historycy prof. Tadeusz Olejnik, prof. Leon Kieres i szef Głównej Komisji Ścigania Zbrodni przeciwko Narodowi Polskiemu – pionu śledczego IPN – prof. Witold Kulesza – uważają, że Wieluń był miejscem rozpoczęcia II wojny światowej; jest to też teza powszechnie przyjęta w Polsce. Kulesza powiedział, że „W tym stanie rzeczy ustalony w toku polskiego śledztwa czas rozpoczęcia bombardowania Wielunia nabiera zasadniczego znaczenia, gdyż staje się elementem działania oczywiście podstępnego”.
Według Mariusa Emmerlinga wszystkie dokumenty Luftwaffe są czasowo spójne za sobą i z czasem panującym w Polsce – według nich nalot na Wieluń odbył się o 5:30, natomiast lotnicze działania wojenne zostały zainicjowane bombardowaniem przyczółków mostów tczewskich, które według niemieckich dokumentów odbyły się o 4:40. Przyjęcie hipotezy przesunięcia czasu wymagałoby zmiany godziny we wszystkich dokumentach niemieckiego wojska (przykładowo, nalot na Tczew odbyłby się wtedy o 3:40, a bombardowanie Westerplatte o 3:45 czasu polskiego, co nie odpowiada prawdzie). Grzegorz Bębnik z katowickiego oddziału IPN także twierdzi, że nalot na Wieluń był godzinę po ataku na Westerplatte, ponieważ czas w III Rzeszy był identyczny jak w II RP.
Naloty na Wieluń odbyły się siłami Luftflotte 4.
Zdaniem profesora Witolda Kuleszy bombardowanie Wielunia było pierwszą niemiecką zbrodnię wojenną. W styczniu 2004 IPN wznowiło śledztwo w sprawie nalotu na Wieluń; wcześniej prokuratura niemiecka umorzyła dwukrotnie śledztwo w tej sprawie. Wieluń jest uważany za cel bez jakiegokolwiek znaczenia militarnego; bez wojska, przemysłu, nie będący węzłem komunikacyjnym ani miejscem aprowizacji jednostek wojskowych. W mieście nie było obrony przeciwlotniczej. Sztab 28 Dywizji Piechoty znajdował się w Wielgiem i Rychłocicach.
Dla uhonorowania tego wydarzenia 1.IX.1995 w Wieluniu odbyło się pierwsze spotkanie zbombardowanych miast otwartych.
Bombardowanie Wielunia - seria ataków lotnictwa niemieckiego na polskie miasto Wieluń 1 września 1939. Ataki były przeprowadzone przez bombowce nurkujące typu Ju 87B, jest ono przywoływane jako przykład bestialstwa i nieuzasadnionego terroru niemieckiego lotnictwa. Nalot przeprowadzono nagle, bez wypowiedzenia wojny Polsce przez III Rzeszę. Jego skutkiem było zniszczenie zabudowy miejscowości w 75 procentach, ze szpitalem i zabytkami włącznie. Szacunki odnośnie strat w ludności są bardzo rozbieżne.
Bombowce były osłaniane przez Bf 109D z Zerstörergruppe 2; z dokumentów jednostki myśliwskiej wynika, że start eskorty zaplanowano pierwotnie na 4:22 (1 eskadra) i 4:30 (3 eskadra), jednak został on przesunięty. Ostatecznie klucz sztabowy i 1 eskadra startowały od 4:50, natomiast 3 eskadra od 4:57. O 5:06 nad lotniskiem pojawiły się bombowce, które zostały przejęte przez 3 eskadrę. Lot odbył się na trasie:
Według części historyków i publicystów nalot na Wieluń osobiście koordynował Wolfram von Richthofen.
Dyrektor IPN profesor Leon Kieres określił Wieluń mianem „polskiej Guerniki”. Stwierdził też, że nie można zgodzić się z próbami niektórych historyków niemieckich pisania historii II wojny światowej na nowo (w tym próbami usprawiedliwienia nalotu na Wieluń).
Jagiełło twierdzi, że pierwszym celem nalotu był szpital, pomimo wyraźnego oznakowania znakami Czerwonego Krzyża (wymalowanie znaku na dachu, co potwierdziło kilku świadków), które lotnicy musieli zauważyć; ponadto myśliwce ostrzeliwały uciekających cywilów. Olejnik uważa, że nawet przy braku oznakowania szpitala jakakolwiek pomyłka w identyfikacji tego budynku przez nisko lecące samoloty jest wątpliwa; ponadto w nalocie brał udział były uczeń wieluńskiego gimnazjum znający topografię miasta. Podawanie informacji o ataku na brygadę kawalerii i niewspominanie o ataku terrorystycznym w raportach bojowych składanych do własnych jednostek przez lotników nazywa cynizmem lub obłudą; inni przypuszczają że celowo wspominano o tej brygadzie kawalerii w raportach, aby usprawiedliwić przed sobą masakrę cywili. Olejnik uważa, że w momencie startu samolotów Niemcy byli pewni braku wojsk w tym mieście.
Informacje o zbrodniczym zbombardowaniu Wielunia pojawiły się m.in. w Tygodniku Powszechnym, Telewizji Zachodnioniemieckiej, Rzeczpospolitej oraz Bitwach polskiego września autorstwa Apoloniusza Zawilskiego.
Według Olejnika teza o ataku o 5:45 nie może być prawdziwa, ponieważ polska ludność nie zostałaby zaskoczona we śnie; trwająca godzinę kanonada artylerii obudziłaby każdego.
Zdaniem Joachima Trenkera „wiele poszlak wskazuje, że dowództwo Luftwaffe świadomie wybrało bezbronny Wieluń jako cel nalotu” ponieważ „z premedytacją chciano przetestować nowy samolot Ju 87B”. Michał Jagiełło z Gazety Wyborczej, Olejnik, Bortnowski i inni uważają, że celem nalotu było najprawdopodobniej wywołanie efektu psychologicznego - ludność miała masowo uciekać z miast na drogi, wywołać chaos, co ułatwić powinno natarcie sił niemieckich; a także obniżyć morale polskiego wojska.
Lot powrotny nad Wieluniem w celu określenia skutków ataku:
Równocześnie Emmerling uważa tezę o wymalowanym czerwonym krzyżu na czerwonych dachówkach za wątpliwą. Niemiecka broszura wydana w 1941 (Ein Jahr Aufbau des Kreises Welun) zawiera informację o braku oznaczenia szpitala i stąd przypadkowym jego zbombardowaniu. Relacja bezpośredniego świadka widzącego namalowane Czerwone Krzyże pochodzi z 1993 roku, a Emmerling uważa wspomnienia spisywane po latach za niewiarygodne.
„Powinniśmy przeciwstawiać się tego typu nacjonalistycznym historykom, którzy nadają swoim twierdzeniom znamiona naukowości”." - tak profesor Olejnik skomentował artykuł niemieckiej prasy usprawiedliwiający nalot.
Celem nalotu 30 Ju87B (start:13:20) była brygada kawalerii w lesie 12 km na północ od Wielunia; podczas lotu powrotnego nad miastem zrzucono kilka „najcięższych” bomb (według Oskara Dinorta biorącego udział w tych wydarzeniach i spisującego je w 1939) w straż pożarną blisko rynku. Jeden stukas otrzymał poważne trafienie pociskiem przeciwlotniczym z ziemi i musiał lądować awaryjnie koło miejscowości Rubinitz; podczas tego manewru maszyna wywróciła się i spłonęła.
Wtedy również wystartowało 29 junkersów Ju 87B oraz mający sfotografować skutki nalotu Do 17P (5:21)
Niezależnie od tego sztabowcy Luftwaffe uważali, że nieobsadzone miasto, przez które przemieszczają się (lub przemieszczały) jednostki Wojska Polskiego, nie jest już miastem otwartym – stanowi ono ogniwo komunikacyjne i jego zniszczenie osłabia możliwości transportowe wojska. Emmerling uważa, że nawet jeśli z punktu widzenia prawa wojennego Niemcy mieli rację, tego typu działanie było nadużyciem (można było próbować niszczyć drogi poza miastem, co wymagałoby jednak znacznie większej ilości bomb).
Trenker podaje nazwiska dowódców eskadr i pisze, że żaden z pilotów nigdy nie odpowiedział za tę zbrodnię wojenną. Przemysław Kucharczak (Gość Niedzielny) uważa, że pociągnięcie do odpowiedzialności nie powinno ograniczać się do wydających rozkazy tego nalotu, ale do wszystkich „bezpośrednich wykonawców mordu”.
Opis Joachima Trenkera nieco się różni w detalach od powyższego – sugeruje on, że w drugim nalocie uczestniczyły wszystkie 29 maszyny; ponadto lot nurkowy stukasów trwał 5 minut. B. Bojarska podaje, że miasto było wielokrotnie bombardowane do godziny 14 (trzy rano i kilka późniejszych nalotów). Według Olejnika tuż przed nalotem ogłoszono alarm przeciwlotniczy.
Z powodu fatalnych warunków atmosferycznych jeden Bf 109D rozbił się koło Namysłowa; pilot zginął. Dwa inne myśliwce podczas przymusowego lądowania w Radziejowie zostały całkowicie zniszczone, a trzeci uszkodzony w 65% i w konsekwencji przeznaczony na złom; piloci tych maszyn przeżyli. Wszystkie wypadki dotyczyły samolotów z 3 eskadry.
Nalot jest uważany za zbrodnię wojenną, ponieważ niemieckie lotnictwo:
Według dziennika I.JG/76, miała ona eskortować stukasy I/StG 2 podczas powyższego lotu bojowego, jest to jednak wątpliwe, ponieważ nie zgadzają się godziny eskorty myśliwskiej 8:23-9:10.
Adolf Hitler 1 września w przemówieniu powiedział „Od godziny piątej czterdzieści pięć odpowiadamy ogniem! Od tej chwili na każdą bombę odpowiedzią będzie bomba!”; Joachim Trenkner uważa, że w wyniku zmiany czasu pomiędzy II RP a III Rzeszą należy uznać, że według czasu polskiego nalot na Wieluń odbył się o 4:40 a start stukasów o 4:02. Wersję nalotu o 4:40 potwierdzają niektórzy świadkowie, którzy jeszcze teraz pamiętają dokładną godzinę niemieckiego ataku; zeznania naocznych świadków są niespójne (niektórzy pierwsze bomby słyszeli już o 4:20). Burmistrz Wielunia uważa prace kwestionujące pierwszeństwo tego miasta za „wesołą twórczość”.
Wieluń jest uważany za cel bez jakiegokolwiek znaczenia militarnego ani strategicznego; bez wojska, dowództwa wojsk, przemysłu, nie będący węzłem komunikacyjnym. Nalot ten jest nazywany atakiem terrorystycznym, a przez Olejnika dywanowym.
Meldunki zbiorcze 4. Floty nie wspominają o żadnych bombach zrzuconych na Wieluń w godzinach popołudniowych (tonaż bomb z pierwszego nalotu jest odnotowany). Braki w dokumentacji archiwalnej StG2 nie pozwalają na ostateczne rozstrzygnięcie kwestii, czy w godzinach popołudniowych na Wieluń ponownie spadły bomby.
Według Roberta Michulca IPN w 2004 zapoczątkowało kampanię propagandową m.in. w sprawie Wielunia w ramach „historycznego kontruderzenia” w niemiecką literaturę historyczną. Kampania ta - jego zdaniem - nie ma wiele wspólnego z faktami, a sam nalot wykorzystano w celach patriotyczno-propagandowych. Wieluń był jednym z miast leżących na głównej trasie natarcia 10 Armii, 30 kilometrów od granicy; głównym zadaniem stukasów w pierwszych dniach września była eliminacja oddziałów znajdujących się na drodze niemieckiego ataku. Niemcy posiadali, prawdopodobnie już nieaktualne, informacje o obecności brygady kawalerii w obrębie Wielunia; tego dnia wielokrotnie atakowano polskie oddziały zlokalizowane 5-12 kilometrów od miasta. Według Emmerlinga Wieluń w 1939 był ważnym węzłem komunikacyjnym (od 1926 połączenie kolejowe z Wielkopolską); zaś pod koniec sierpnia przez miasto przeszła 28 Dywizja Piechoty.
Istnieją duże rozbieżności w szacunkach ofiar bombardowania – najczęściej podawana liczba zabitych wynosi 1000, 1200, 2000 lub 2169 ludzi. Zdaniem Zygmunta Patryna, ówczesnego dyrektora szpitala, w nalocie na samą tylko lecznicę zginęło 26 chorych, 2 zakonnice i 4 pielęgniarki (wspomnienia z lat 80.).
Marius Emmerling jest zdania, że informacje o „celowym wybraniu bezbronnego miasta w celu ataku terrorystycznego” lub „chęci przetestowania Ju 87B” są wymysłem publicystów; nie ma żadnego dokumentu archiwalnego Luftwaffe potwierdzającego taką tezę (a wnioski Stukaflieger z kampanii wrześniowej zachowały się w komplecie). Dokumenty Luftwaffe zawierają informację o brygadzie kawalerii (pojawia się ona także w raportach pilotów), którą chciano zaatakować; w celu jej lokalizacji wysłano wcześniej dwa samoloty rozpoznawcze, które ze względu na pogodę nie odnalazły celu. Emmerling uważa, że zdecydowano się na atak pomimo braku potwierdzenia celu z samolotów rozpoznawczych. W tym wypadku nalot był tragiczną pomyłką, a nie zaplanowanym z zimną krwią aktem terroru. Niemiecki generał Johannes Poeppel także przyczyny nalotu dopatruje się w danych wywiadu o kawalerii.
Według Emmerlinga liczba 1200 ofiar nigdy nie została zweryfikowana i nie jest wiarygodna; została ona podana przez dyrektora szpitala kilkanaście lat po wojnie. Imiennie udało się zidentyfikować 89 wieluńskich ofiar kampanii wrześniowej (a więc nie tylko samych nalotów). Cygański w pracy z 1959 podaje, że w wyniku bombardowania Wielunia, Radomska, Tomaszowa Mazowieckiego, Koluszek, Łasku i Zduńskiej Woli zginęło łącznie 127 osób. Olejnik uważa 89 za zdecydowanie zaniżoną liczbę, jego zdaniem Niemcy pochowali większość osób w masowym grobie bez ich przeliczenia.
Część polskich badaczy i historyków jest zdania, że nalot został przeprowadzony aby „pokazać, na co stać Luftwaffe” oraz siać panikę wśród cywili, tym niemniej Niemcy wcale nie wykorzystali w celach propagandowych skutków tego bombardowania; w czasie kampanii wrześniowej był on całkowicie nieznany i zdaniem Emmerlinga nie miał żadnego wpływu na przemieszczanie się cywili. Aktualna popularność miasta wynika częściowo z wieloletnich (od 1979) starań wieluńskiego historyka oraz radnego miejskiego tego miasta, Tadeusza Olejnika.