Radogoszcz uznawany był za jedno z siedmiu najcięższych więzień, funkcjonujących w okupowanej przez Niemców Polsce. Każdego dnia z głodu, chorób i wycieńczenia ginął tam co najmniej jeden więzień. Całą załogę Radogoszcza (60-70 wachmanów) cechowała wyjątkowa bezwzględność w traktowaniu więźniów.
Przez ponad miesiąc mieszkańcy Łodzi poszukiwali wśród zgliszczy popiołów szczątków swoich bliskich. Niewiele zwłok udało się zidentyfikować. 28 lutego 1945 r. szczątki pomordowanych pochowane zostały w dwóch zbiorowych mogiłach na pobliskim cmentarzu pw. św. Rocha.
Masakra w więzieniu na Radogoszczu – masowy mord dokonany przez Niemców na blisko 1500 Polakach przetrzymywanych w więzieniu policyjnym na łódzkim Radogoszczu. Do masakry doszło w nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r., na kilkadziesiąt godzin przed wyzwoleniem Łodzi przez Armię Czerwoną.
Radogoszcz, niegdyś podłódzka wieś, stanowi obecnie osiedle na terenie dzielnicy Bałuty. Na terenie tamtejszej fabryki włókienniczej Michała Glazera (przy ul. Krakowskiej 55) niemieccy okupanci utworzyli na przełomie października i listopada 1939 r. obóz przejściowy, który przeniesiono w drugiej połowie grudnia 1939 r. do większej, pobliskiej fabryki Samuela Abbego. Powstanie obozu związane było z masowymi aresztowaniami, jakich Niemcy dokonali w Łodzi i okręgu łódzkim jesienią 1939 r. Objęły one głównie inteligencję oraz znanych działaczy społeczno-politycznych i gospodarczych.
9 września 1961 r. na terenie dawnego więzienia odsłonięty został Pomnik-Mauzoleum oraz 30-metrowa „Iglica" Radogoska. Między zachowaną klatką schodową a ścianą budynku usypano ziemny kopiec. Na tej symbolicznej mogile więźniów Radogoszcza, umieszczono czarny marmurowy sarkofag, na którym umieszczony został napis: „Tu spoczywamy zamordowani w przeddzień wolności. Imiona i ciała zabrał nam ogień, żyjemy tylko w waszej pamięci. Niech śmierć tak nieludzka nie powtórzy się więcej".
19 stycznia 1976 roku otworzono na terenie byłego więzienia Muzeum Martyrologii, które obecnie jest oddziałem Muzeum Tradycji Niepodległościowych. W 1990 r. obok sarkofagu postawiono kilkumetrowy krzyż, jako religijny wyraz męczeństwa więzionych tu ludzi.
W latach 1940-1941, po zakończeniu akcji eksterminacji łódzkiej inteligencji, Radogoszcz - obok funkcji typowo więziennych - spełniał również rolę obozu przesiedleńczego dla Polaków wysiedlanych z Wielkopolski. Natomiast od połowy 1942 r. „Poszerzone Więzienie Policyjne, Radogoszcz" (niem. Erwei-tertes Polizeigefängnis, Radegast) było przede wszystkim podległym Gestapo więzieniem przejściowym dla mężczyzn. Więźniów wysyłano stamtąd do innych więzień (Sieradz, Łęczyca lub Wieluń), obozów pracy karnej (najczęściej Ostrów Wielkopolski) lub obozów koncentracyjnych (Mauthausen-Gusen, Auschwitz, Dachau).
Wobec oporu więźniów oprawcy postanowili spalić całe więzienie wraz ze wszystkimi przebywającymi w środku ludźmi. Wczesnym rankiem 18 stycznia powietrzem wstrząsnęła silna eksplozja, a po chwili budynek więzienia ogarnął ogień. Na więźniów próbujących opuścić płonący budynek czekały kule oprawców. Niektórzy starali się wydostać na dach budynku i przeskoczyć na sąsiednie dachy, kilku schroniło się w rezerwuarze z wodą. Spośród blisko 1500 więźniów ocalało jednak zaledwie około 25 osób.
W związku ze zbliżaniem się frontu wschodniego Wyższy Dowódca SS i Policji w Generalnym Gubernatorstwie Wilhelm Koppe wydał 20 lipca 1944 r. rozkaz ewakuacji lub wymordowania więźniów w miastach, do których zbliżała się Armia Czerwona. W instrukcji zaznaczono, iż więźniowie nie mogą być wyzwoleni. Na podstawie tego rozkazu w okupowanej Polsce dokonano szeregu masakr więziennych (m.in. na Zamku Lubelskim). Do podobnej tragedii doszło również w Łodzi, gdzie w związku z sowiecką ofensywą Niemcy przystąpili w drugiej połowie stycznia 1945 r. do likwidacji więzienia na Radogoszczu. Przetrzymywano w nim wówczas około 1500 Polaków.
Po wkroczeniu Armii Czerwonej do Łodzi w dniu 19 stycznia 1945 r. mało kto z mieszkańców Łodzi nie był w Radogoszczu i nie oglądał skutków zbrodni.
W nocy z 17 na 18 stycznia 1945 r., po północy Niemcy wtargnęli do cel na parterze i rozpoczęli rzeź przy użyciu bagnetów i strzałów z pistoletów. Po wymordowaniu wszystkich na parterze przenieśli się na III piętro. Tu zarządzili zbiórkę więźniów, którym kazano zbiegać w dół na dziedziniec. Na schodach ustawiono gotowy do strzału karabin maszynowy, który rozpoczął ogień, gdy ukazali się pierwsi więźniowie. Część z nich zawróciła i wtedy natrafiła na ogień strażników. Następnie Niemcy pobiegli na II i I piętro, by tam jak najszybciej dokonać egzekucji. Na trzecim piętrze pozostała grupa więźniów ocalałych z masakry, która widząc zbliżających się oprawców rzuciła się na nich z cegłami w ręku i kawałkami desek. Zaskoczeni Niemcy uciekli na dół
Komendant więzienia, porucznik policji Walter Pelzhausen, stanął w sierpniu 1947 roku przed polskim sądem i został skazany na karę śmierci.